Menu Zamknij

ONI ZNOWU TO ZROBILI

Po takich meczach jak ten dzisiejszy w Sercu Łodzi, zaczyna brakować słów opisujących wrażenia po końcowym gwizdku. Mecz ambicji, woli walki, nieustępliwości oraz doskonały przykład dokąd prowadzi konsekwencja i upór. Olimpia w starciu z Widzewem ponownie pokazała, że mecz trwa przynajmniej 90 minut, a każda sekunda jest bezcenna i trzeba wyciskać z niej ile się da. Dziś na Stadionie Widzewa elblążanie dwukrotnie wracali zza światów, by na koniec zejść z murawy z podniesioną głową i otrzymać należyty szacunek od kibiców.

O tym meczu będziemy jeszcze długo rozmawiać, choć na początku było źle. Blisko 30 minut gry na własnej połowie za podwójną gardą, problemy ze skutecznym wyjściem z kontrataku, brak precyzji, która kosztowała zdrowie. Olimpia potrzebowała złapania odpowiedniego rytmu, wyczucia przeciwnika, znalezienia słabego punktu, który we właściwym momencie można wykorzystać. Widzewiacy gościli częściej na połowie rywala, lecz byli mało konkretni. Dość powiedzieć, że pierwsza bramka padła po błędzie w komunikacji na linii Madejski-Lewandowski, a tę okazję wykorzystał Adam Radwański lobując wybiegającego z bramki golkipera Związkowych. Po tym nieszczęściu było już lepiej. Stracona bramka wzbudziła w piłkarzach Adama Noconia sportową złość i nareszcie udało się stworzyć kilka akcji pod „świątynią” Pawłowskiego. Raz dał o sobie znać duet Demianiuk-Brychlik, lecz tutaj bramkarz Widzewa nie miał kłopotów, oraz dwukrotnie Prytuliak-Kuczałek. Dobrze bite piłki ze stałych fragmentów gry ukraińskiego pomocnika znajdowały swoich adresatów, ale w pierwszej odsłonie Olimpii nie udało się ich zamienić na bramki. Co ma wisieć, nie utonie.

Na eksplozję radości czekaliśmy do 78. minuty, a swoje podziękowania należy składać pod adres Kamila Wengera. Środkowy obrońca Żółto-biało-niebieskich nieprawdopodobnie złożył się do oddania strzału z pierwszej piłki (po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Prytuliaka rzecz jasna) i wpakował futbolówkę w samo okienko bezradnego Wojtka Pawłowskiego.

Radość trwała krótko, bo po zaledwie czterech minutach Widzew znowu objął prowadzenie, za sprawą Marcina Robaka. Czas mijał nieubłaganie, lecz jeszcze nikt na stadionie nie zdawał sobie sprawy, że najlepsze ma dopiero nadejść. Do boju wpuszczeni zostali Kiełtyka i Morys, a plac gry opuścili Miller i Balewski.

Warto tutaj nadmienić, że zawodnik z numerem #11 (były piłkarz Widzewa) opuścił boisko przy głośnym aplauzie sympatyków klubu z Łodzi.

To właśnie ci dwaj zmiennicy odmienili losy spotkania, doprowadzając w 89. minucie do remisu oraz szaleństwa sympatyków klubu z Elbląga. Najpierw Daniel Morys otrzymał bardzo dobre podanie od Krasy, który w tej akcji także miał kluczowy wpływ na zdobycie gola zachowując chłodny umysł przed polem karnym rywala. Po chwili wypożyczony z Wisły Kraków prawy obrońca podał wzdłuż pola karnego do Michała Kiełtyki, temu udało się opanować piłkę, uderzyć w stronę bramki i przy odrobinie szczęścia znaleźć drogę do bramki. Jego trafienie miało potrójną wartość, ponieważ po pierwsze był to dla niego pierwszy mecz w tym sezonie oraz przede wszystkim, jak sam zawodnik po chwili wszystkim zakomunikował, oczekuje przyjścia na świat nowego członka rodziny.

>> Te bramki trzeba po prostu obejrzeć. <<

Moja drużyna przypomina mi film „Ostatni Mohikanin”, który jest jednym z moich ulubionych filmów, gdzie ci wojownicy już też byli przetrzebieni, nie za dużo ich zostało, ale byli dobrze zorganizowani, rozumieli się bez słów i mój zespół taki jest. To zgrana paka i to było widać w drugiej połowie.

Tak na pomeczowej konferencji prasowej wypowiedział się trener Adam Nocoń. Dzisiejsze widowisko przypominało zresztą dobre kino w reżyserii Michaela Manna: dramatyczne jak Public Enemies, z dynamiczną akcją jak w Miami Vice oraz opowiedziało świetną historię niczym oscarowy Aviator. Kto nie widział, ten… sami dokończcie.

 

RTS Widzew Łódź 2:2 (1:0) ZKS Olimpia Elbląg

1:0 – Adam Radwański (18min)
1:1 – Kamil Wenger (78min)
2:1 – Marcin Robak (82min)
2:2 – Michał Kiełtyka (89min)

 

15. Sebastian Madejski
18. Michał Balewski – 2. Tomasz Lewandowski – 5. Kamil Wenger – 16. Tomasz Sedlewski
22. Klaudiusz Krasa – 13. Michał Kuczałek
11. Michał Miller – 21. Oleksij Prytuliak – 56. Cezary Demianiuk
9. Przemysław Brychlik

Ławka: 12. Paweł Rutkowski, 3. Łukasz Sarnowski, 14. Daniel Morys (87min, 18. Michał Balewski), 17. Dawid Jabłoński, 23. Michał Kiełtyka (85min, 11. Michał Miller), 45. Mariusz Bucio, 88. Sebastian Milanowski

1 Komentarz

  1. Acides

    Panowie wielki szacunek za walkę. Każdy z Was pokazał serce a gest Wengera Klasa. Brava też dla kibiców. Teraz wszyscy na GKS. Zabierzcie swoich znajomych i każdy musi być. Prezesie pomóż trenerowi i załatw kogoś do grania z przodu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *